Morocco

Maroko

26.1-16.2.2004

info ogólne:

Kraj jest ogólnie trochę droższy niż się spodziewaliśmy, zdecydowanie droższy niż np. Iran. W sumie wydawaliśmy ok. 110 euro na osobę na tydzień, dużo przemieszczając się z miejsca na miejsce. Spotyka się sporo turystów i niestety dużo żerujących na nich cwaniaczków, ale czasem (niestety rzadko) ludzie okazują się bardzo przyjaźni i bezinteresowni. Ceny są średnio niewiele niższe niż w Polsce. Prawie wszyscy mówią po francusku, nawet na wsi czy w głęboko w zaułkach medin można się dogadać przynajmniej w podstawowych sprawach. Warto nauczyć się chociaż trochę francuskiego choćby dlatego, że miejscowi mówiący po angielsku w większości przypadków okazują się naganiaczami.

Waluta: dirham (1 USD = 8,60 dh, 1 euro = 10,80 dh), we wszystkich bankach są takie same (odgórnie ustalane) kursy wymiany, na lotnisku były trochę mniej korzystne. Banki są zamknięte w sobotę i niedzielę – warto o tym pamiętać bo przy płaceniu w euro, czy nieoficjalnej wymianie przeliczają oczywiście 1 euro = 10 dh.
czasem, zwłaszcza na wsi, ludzie liczą w rialach – 1 dirham to 20 riali
W każdym mieście są bankomaty, wyciągałem bez problemów pieniądze na Visa Electron

Transport (ceny poniżej):

Kolej jest zdecydowanie najwygodniejsza, niestety najdalej na południe dociera do Marrakeszu. Cenowo podobnie do PKP, trochę drożej od autobusów. Rozkład jazdy i ceny na www.oncf.org.ma
Głównym środkiem transportu jest autobus – państwowe linie CTM (www.ctm.co.ma) są trochę droższe, ale podobno dużo wygodniejsze, my nimi nie jeździliśmy, ale z zewnątrz ich autobusy wyglądały porządnie. Czasem dużo mniej połączeń od prywatnych przewoźników.
Prywatni przewoźnicy jeżdżą przeważnie autobusami prosto ze złomu, odjeżdżają insz’Allah jak zapełni się autobus – trzeba zająć sobie miejsce co najmniej 30 min. przed planowanym odjazdem, w okolicach pory odjazdy rozpoczyna się rytualne grzanie silnika połączone z polowaniem przez biletowego na dodatkowych pasażerów, następnie autobus rusza, przejeżdża 20 m i aby zademonstrować najwyższy stopień gotowości do wyjazdu stoi przez następne pół godziny przed wyjazdem z dworca a polowanie na klienta się nasila. Już na trasie co chwilę się zatrzymują żeby kogoś zabrać lub wysadzić. Autobusy jeżdżą obładowanie do granic możliwości, są bardzo brudne, prawie na każdej naszej trasie ktoś wymiotował, co zgodnie z miejscowym zwyczajem nie jest powodem do zatrzymania autobusu. W razie braku plastikowych worków pawie fruwają prosto na podłogę, a potem obsługa nie przesadza z dokładnością sprzątania – koniecznie trzeba patrzeć gdzie się siada.  W sumie: TO TRZEBA ZOBACZYĆ!
Biletowy zawsze żąda opłaty za bagaż, którą chowa sobie nieodmiennie do kieszeni, standardowo 5 dh, czasem 10, ale przeważnie można się wykłócić i dać 5.
Alternatywą są taksówki zbiorowe – grand taxi (standardowo do mercedesa „beczki” wchodzi 6 pasażerów, do przerabianego peugeota albo renault kombi ok. 10), niewiele droższe od autobusów, z ustalonymi odgórnie stawkami od pasażera. Odjeżdżają jak zbierze się komplet pasażerów, albo jak zapłaci się kierowcy za niewykorzystane miejsca.
Taksówki miejskie (petit taxi) mogą poruszać się tylko w granicach miast, żeby nie konkurować z grand taxi. Należy koniecznie zmusić kierowcę do włączenia taksometru i wydusić z niego ile mniej więcej pokaże – wtedy są bardzo tanie, za jazdę po mieście przeważnie wychodzi mniej niż 10 dh. Bez włączania taksometru przeważnie co najmniej 2 razy droższe.

Noclegi:
Spaliśmy w hotelach z ciepłymi prysznicami (przydaje się, bo w zimie noce są dość zimne), cenowo wychodziło przeważnie od 60 do 120 dh za dwójkę (trochę można było potargować), przeważnie niezbyt czysto. W lecie, jak wystarczy zimna woda, można w większości miejsc zejść z cenami noclegów do 20-30 dh za osobę. Marokańskim wynalazkiem jest dodatkowo płatny ciepły prysznic –wprawdzie prawie wszędzie udało nam się wytargować za darmo, ale darmowy prysznic był wtedy argumentem żeby przesadnie nie opuszczać ceny pokoju
W zimie przydaje się bardzo taras na dachu do wysuszenia ręcznika – na północ od Atlasu jest bardzo wilgotno i nic nie schnie w pokoju.

Ceny:
pomarańcze – 3-6 dh/kg
mandarynki – 4-7 dh/kg
woda mineralna 1,5 l – standardowo 5 dh, czasem od 3.20 do 6 albo 7 w turystycznych miejscach
tajine w knajpce – od 16 dh do ok. 35, standardowo 25
smażona ryba – od 10 dh (sporo taniej niż mięso)
omlet – 7-15 dh
puszka sardynek – 3 do 3,50 dh
ser krowi – 28-30 dh/kg, ale rzadko można znaleźć
ser kozi – 50 dh/kg
baran do złożenia w ofierze na Aid el Kebir – 1000-4000 dh
oliwki – 10-12 dh/kg
szklanka wyciskanego soku z pomarańczy – w zależności od konkurencji w danym miejscu od 2.50 dh do 5 dh
marokańskie wino – od 25 dh, za 35 było już całkiem dobre
miejscowe piwo Flag special 0,5 l – 14 dh – ale sklepów z alkoholem jest mało i trudno je znaleźć
herbata ze świeżej mięty (thé a la menthe) albo kawa w knajpce – 3 do 6 dh
czekolada 150 g – 8 dh
film Kodak 200/36 zdjęć – 35 dh (wywoławcza 50:-)
pocztówka – 1-2 dh
znaczek na kartkę do Polski – 6,50 dh

wstępy do zabytków – standardowo 10 dh, czasem 20 dh
internet: 7-10 dh/godz. (wyjątek w Tafraoute – miejscowy monopolista zażyczył sobie 15 dh)

paliwo:
diesel – 5,97 dh/l
lepszy diesel – 7,20 dh/l
bezołowiowa super 9,30 dh/l

Trasa:

26.01 – lotnisko Mohameda V – Casablanca – pociąg 30 dh/os.
Casa: Hotel des Negociants (rue Allal ben Abdallah) – 120 dh/2 os. (w tańszym pokoju na poddaszu, normalnie 140 dh), dość czysto.
wstęp do meczetu Hassana II – 100 dh, studenci 50 dh – cena zaporowa, a to niestety jedyny meczet, do jakiego w Maroku może wejść niemuzułmanin. Nam udało się zajrzeć do środka bez płacenia jak otwarli go na wieczorne modły.
27.01 – Casa –Meknes – pociąg 81 dh/os.
Meknes – Hotel Regina (rue Dar el Smen) – 90 dh/2 os. (jedynka 60, za każdą dodatkową osobę po 30 dh więcej), brudno. Jakiś rok po naszej podróży na forum travelbit.pl pojawiły się ostrzeżenia, że jeden z recepcjonistów nachalnie zaczepiał samotną podróżniczkę, więc NIE POLECAM.
Meknes jest bardzo przyjemnym miastem, dużo spokojniejszy od Fezu
28.01 Meknes – Fez – pociąg 16,50 dh/os.
Fez – Hotel du Parc – 65 dh/2 os., ale wbrew zapewnieniom nie było ciepłej wody („zepsuła się, naprawią insz’Allah”) i masakrycznie brudno
29.01 – zmieniliśmy hotel na Hotel Cascade (przy wejściu do Fes el Bali) – 100 dh/2 os, dużo lepiej, dość czysto
30.01 – petit taxi z Babel Boujeloud na dworzec kolejowy w Fezie – 9 dh (wg taksometru)
Fes – Marrakesz (pociąg) – 171 dh
Marrakesz – Hotel Medina (kilka kroków od Djemaa el Fna, boczna uliczka od Riad Zitoun Kadem) – 100 dh/2 os., bardzo czysto i przyjemnie
31.01 – Marrakesz – wstęp do medresy Ben Youssef – 20 dh, pałac El Badi – 10 dh
znaleźliśmy jeden z trzech spotkanych w czasie całej podróży sklepów z alkoholem – supermarket sieci Auchan, zaraz obok Avenue Mohamed V dość daleko od mediny po lewej stronie koło stacji benzynowej
1.02 – Marrakesz – Aid el Kebir, prawie wszystko pozamykane na głucho, nawet o dziwo sklepy z dywanami i pamiątkami
2.02 – Marrakesz – Ouarzazate prywatnym autobusem (maksimum syfu, na siedzeniach poniewierały się resztki kości z barana:-) – 50 dh + 10 dh za bagaż. Trasa przez przełęcz Tizi n’Tichka – robi momentami wrażenie jakby jechać po Orlej Perci autobusem
Ouarzazate – Hotel Es Salaam (przy głównej ulicy naprzeciwko restauracji Chez Dimitri) – 75 dh/2 os., bardzo przyjemny, pokój z prysznicem i toaletą, tuż obok supermarket z alkoholem
wstęp do Kasbah Taourirte – 10 dh (potem stwierdziliśmy, że o wiele ciekawsza jest zamieszkała część kasby – wejście od strony miasta, wszyscy usiłują wyperswadować, że nie tędy droga)
3.02 – wycieczka z Ouarzazate do Ait Behnadou – dojazd z Ouarzazate grand taxi za 60 dh/3 os. (stargowane ze 120), powrót stopem za free (choć brzmi niewiarygodnie), podobno jeszcze w 2004 r. mieli uruchomić regularną linię autobusową
4.02 – Ouarzazate – Er Rachidia prywatnym autobusem (temu z kolei zaciął się klakson i wył bez przerwy jakieś 1,5 godz.:-) – 65 dh + 5 za bagaż
Er Rachidia – Rissani –autobus 15 dh + 5 za bagaż
miał być bezpośredni Ouarzazate-Rissani, ale się zepsuł
Rissani – Hotel Sijilmassa – 80 dh/2 os. w jedynce z prysznicem i WC
5.02 – przeszliśmy się tzw. Circuit Touristique – drogą przez oazę Tafilalt, ok. 20 km asfaltem, po drodze kazby i bardzo natrętnie żebrzące dzieciaki. W lecie to sobie nie za bardzo wyobrażam, cień po drodze to zdecydowanie rzadki rarytas. Można przejechać to na rowerze – w mieście chcieli 100 dh za wynajęcie rowera na dzień, na przeciwko Zaoui Moulay Ali Cherif 50 dh.
6.02 – Rissani – Zagora przez Alnif i Tazzarine – najbliższy autobus tą trasą był za 3 dni (jeżdżą chyba tylko w środy i poniedziałki, może też w czwartki – cena podobno 65 dh), grand taxi kosztuje 100 dh/os, ale nikt się nie zbierał za tą trasę, w końcu dogadaliśmy się z kierowcą, że pojedzie za 400 dh, ale podzieli się z nami utargiem z trasy, wyszło w końcu 350 dh/2 os.
Zagora – Hotel Vallée du Draa – 85 dh/2 os., pokój z prysznicem i WC
7.02 – Zagora –Tamegroute – grand taxi 6 dh/os., Tamegroute – Tinfou grand taxi 5 dh/os.
Tinfou – Zagora grand taxi 10 dh/os.
biblioteka koraniczna w Tamegroute za darmo, ale trzeba dać bakszysz bibliotekarzowi – 10 dh/2 os. było OK
8.02 – Zagora – Ouarzazate – grand taxi 70 dh + 5 za bagaż (autobus ok. 40 dh, ale nic akurat nie jechało)
Ouarzazate – Taroudant – 80 dh + 10 za bagaż
Taroudant – hotel Roudani na placu Assarag, 40 dh/2 os. w małym pokoiku
Taroudant to bardzo przyjemne miesteczko – nie ma w nim żadnych specjalnie ciekawych zabytków, ale ludzie są bardzo przyjaźni, jest tanio i prawie nikt nie próbuje naciągać. Dobre miejsce na zakupy na suku.
9.02 – Taroudant – Agadir – grand taxi 23 dh/os
jazda do Agadiru była zdecydowanym błędem – o wiele więcej połączeń jest z Inezgane na przedmieściach, a sam Agadir robi paskudne wrażenie – drogo i o wiele więcej cwaniactwa niż gdzie indziej
Agadir –Inezgane – grand taxi 3 dh/os.
Inezgane – Tiznit – autobus 15 dh + 5 dh bagaż (chociaż resztę ze 100 dh musiałem biletowemu własnoręcznie wyciągać z łap:-)
Tiznit – Tafraoute – grand taxi 35 dh/os. + 3 dh za bagaż
9- 13.02 Tafraoute – hotel Tanger (główna ulica koło mostu na wyschniętym ouedzie) – 60 dh/2 os., niezbyt wygodnie, ale bardzo sympatycznie i na dole fajna knajpka
w hotelu Tafraoute chcieli za dwójkę 80 dh, trochę czyściej
Tafraoute to chyba najprzyjemniejsze miejsce odwiedzone przez nas w Maroku – świetna okolica do połażenia po górach i jazdy na rowerze, znalazłyby się też miejsca do wspinaczki (mocny czerwony granit, bardzo mało się kruszy)

11.02 – wycieczka na Jebel El Kest (najwyższy szczyt w okolicy, 2359 m), postaram się w przybliżeniu opisać trasę, w paru miejscach bardzo mylna
grand taxi do Tameloukt 60 dh/6 os., do ujęcia wody na drodze do Tagoudicht 100 dh, do samego Tagoudicht (punktu wyjściowego) chciał 200 dh.
Jebel El Kest to szeroki skalisty wierzchołek po lewej stronie doliny, w lewo od dominującej nad Tagoudichte „głowy cukru”. Trzeba przejść przez Tagoudicht i potem iść ścieżką oznakowaną przeważnie kopczykami (lepiej na górze niż na dole) trzymającą się lewej strony doliny. Za wsią kawałek przez poletka i zaraz w skały, przetrawersować je w lewo (nie do góry, gdzie są widoczne murki) we wrota skalne za załomem. Przez wrota do góry i po lewej stronie skałek w dolince na mały cypelek z czerwoną ziemią. Z cypelka cały czas wznosząc się w lewo przez tarasowe poletka (tutaj bardzo łatwo pomylić drogę, ale ścieżka jest, tylko cięzko ją znaleźć), w najbardziej lewy ze żlebów. Żlebem częściowo dnem a częściowo po lewej stronie ponad skały, które oddzielają go od żlebu po prawej, potem wyraźną ścieżką na szeroką przełęcz po lewej stronie kopuły szczytowej. Z przełęczy w lewo kawałek za granią, po skałkach aż do głębokiego wcięcia prowadzącego aż na drugą stronę grani. Wcięciem prawie do skałki w jego środku w najwyższym miejscu, kawałek przed skałką (kopczyk po lewej) w lewo w skały, dość efektownie na ok. 20-30 m. ściankę (dobre chwyty). Powyżej fragment szerokiej półki i wyraźna zakopczykowana ścieżka, wyżej znów ścianka, na którą już niestety nie weszliśmy – trzeba było wracać, straciliśmy za dużo czasu na błądzenie w polach nad wsią. Z tego miejsca do wierzchołka na oko zostaje jakieś kilkadziesiąt m różnicy wysokości.

12.02 – wycieczka rowerowa po dolinie Ameln – wynajem rowerów za 50 dh/dzień (można też na godziny, 10 dh/godz.), poza asfaltem bardzo łatwo złapać gumę na kolcach z kaktusów.
13.02 – Tafraoute- Inezgane – autobus 40 dh + 5 za bagaż
Inezgane – Essaouira (miejscowi wymawiają Suajra) – autobus 50 dh + 5 za bagaż
w Essaouirze zmowa hotelarzy – wszędzie chcieli 100 dh za dwójkę, a do tego płatny prysznic, w hotelu Agadir zeszli do 80 dh, ale było bardzo brudno, w końcu poszliśmy do hotelu Tafraoute, gdzie stargowaliśmy ze 150 dh do 100 dh/2 os. + prysznic 7 dh, było czysto
15.02 Essaouira – Casablanca – autobus 70 dh + 5 za bagaż (w luku wiózł m. in. żywą kozę)
w Casablance z dworca autobusowego do centrum (dworzec Casa Port) autobus miejski nr 11, za 3 dh, przystanek ma kawałek za dworcem autobusowym koło kafejki ze stolikami na chodniku
w Casablance znaleźliśmy sklep z alkoholem – w bocznej uliczce od Boulevard Hassan II, w lewo idąc od mediny/portu, kawałek za Place Mohammed V, oznaczony logo Heinekena
16.02 – powrót do Polski

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s